Ubiegły tydzień był zdominowany przez wybory do Parlamentu Europejskiego. Tutaj spojrzymy na rezultaty z południowo-wschodniej części UE. Takie zdania jak: „Porażka tradycjonalistycznej prawicy w wyborach do Parlamentu Europejskiego.”, czy „Polska opozycja w gronie przyszłych rządzących UE” – większość Polaków by wyśmiała i popukałaby się głowę, słysząc je. Nie zmienia to jednak ich prawdziwości. Polskie wybory do PE były jednymi z nielicznych, z dobrym rezultatem dla frakcji eurosceptycznych.

Zawiedzione nadzieje eurosceptyków

Najgłośniejszym motywem przewodnim tych wyborów była walka partii nacjonalistycznych i opierających się na tradycji, z tymi które utożsamia się z elitami UE. Kryzys imigracyjny, Brexit, wygrane Trumpa, Bolsonaro, Duterte, wejście do austriackiego rządu FPO – te wszystkie wydarzenia miały pozwolić głównej frakcji antyunijnej zostać trzecią lub nawet drugą siłą w Parlamencie Europejskim. Ogólny wynik w raz z innymi partiami eurosceptycznymi miał też zagrozić stabilności koalicji rządzącej PE. Salvini i Le Pen odbyli wiele rozmów na temat utworzenia jednej wspólnej frakcji silnie prawicowej. Na ten moment, udało im się to połowicznie. PiS i Szwedzcy Demokraci odmówili tej propozycji, a Orban wciąż walczy o pozostanie w EPP. Dołączą natomiast partie nacjonalistyczne z Danii i Finlandii, opuszczające ECR. Wraz z nimi, może to zrobić belgijska FvD. Oprócz ECR i ENF, do grona partii walczących z obecnym kursem Unii, należy zaliczyć też skrajnie lewicowe GUE/NGL i frakcję o cechach partii protestu, czyli EFDD. Mimo ich wielkich nadziei, wynik wyborczy dla całej czwórki wspieranej przez jeszcze skrajniejsze partie niezrzeszone we frakcjach, okazał się być zawodem. Gdy spojrzeć także przez pryzmat do kogo dołączą nowe partie w PE, w sumie zdobyli oni 234 mandaty na 751 możliwych, wobec 222 pięć lat temu. Przy niskich zyskach dla tych frakcji, nacjonaliści wciąż mogą mieć pewną satysfakcję, gdyż odebrali wiele mandatów konserwatystom z ECR do której to frakcji należy zwycięski w Polsce PiS. Zanotowała ona spadek z 70 do 61 mandatów, podczas gdy ENF wzrósł o 40 miejsc w PE. Obok ECR, największym przegranym jest skrajna lewica, która straciła 11 europosłów (z 52 do 41).

Trzech zwycięzców

Mieszane uczucia zapewne towarzyszą frakcji chadeckiej i socjaldemokratycznej. Ta pierwsza po raz kolejny zwyciężyła, jednak straciła aż 39 mandatów z 221 sprzed 5 lat. Znacznie lepsze nastroje wśród liberałów, którzy głównie kosztem właśnie EPP, zdobyli 115 mandatów w PE, co jest o 48 miejsc lepszym wynikiem. Największą niespodzianką są jednak wyniki Zielonych, którzy w kolejnych krajach, wspięli się na podium (m.in. Niemcy, Francja) i zwiększyli swój stan posiadania z 50 do 73 mandatów. Zysk ten jest efektem spadków poparcia dla frakcji socjaldemokratycznej, którą reprezentowało 191 europosłów, a będzie jedynie 146. Te wyniki dla wszystkich powyższych nie są w pełni ostateczne, gdyż wielu europosłów może wraz z pierwszym posiedzeniem zapisać się do innej frakcji. Nie wiadomo też, czy wszystkie partie pozostaną w swoich frakcjach. Najbardziej znanym przykładem jest Fidesz Orbana, któremu grozi wyrzucenie z EPP, ale podobne problemy mają też dwie rumuńskie partie, spośród których tylko jedna uzyskała mandaty. Potencjalna koalicja EPP-S&D-ALDE może liczyć na aż 443 z 751 miejsc w Parlamencie Europejskim. Słychać też sygnały, iż socjaliści mogą chcieć stworzyć koalicję z ALDE i Zielonymi, przeciągając na swoją stronę lewicową część EFDD i część partii GUE/NGL, jednak taka koalicja wydaje się mocno nieprawdopodobna z uwagi na wielkie różnice między GUE i ALDE, czy ogólnym podejściem większości GUE do kursu unijnego. Bez tych ostatnich, koalicja S&D-ALDE-Zieloni-Di Maio, miałaby 351 na 376 potrzebnych głosów.

Włochy liderem europejskiego nacjonalizmu

Eurosceptycy realnie wygrali w Polsce i Włoszech, gdzie Lega Salviniego zdobyła 34% głosów, jej koalicjant z EFDD poniżej oczekiwań jedynie 17%, a Bracia Włosi 6%. Pierwsze dwie partie praktycznie zamieniły się wynikami z wyborów parlamentarnych, co już podczas wyników sondaży, popchnęło Di Maio do przejścia na bardziej prounijne pozycje. Może to oznaczać całkowity rozpad EFDD, którzy nie tylko nie chcą łączyć się z Salvinim, ale i zaproponować bardziej delikatne zmiany w procesie integracyjnym Unii, któremu to procesowi Salvini i Le Pen sprzeciwiają się w ogóle.

Twierdza Macrona

Inne partie nacjonalistyczne nie mogą jednak mówić o takim sukcesie jak Lega. Zjednoczenie Narodowe we Francji choć wygrało, to straciło na poparciu wobec poprzednich wyborów. Macron mimo problemów ze strajkami, otrzymał poparcie podobne do tego z pierwszej tury wyborów prezydenckich i przegrał z Le Pen o niecały procent. Tutaj siły proeuropejskie zdobyły prawie 65% głosów, a na uwagę zasługują Zieloni, którzy wydają się zastępować francuską socjaldemokrację. Porażkę poniosła partia skrajnie lewicowego Jean-Luc Melonchona, który otarł się niedawno o drugą turę wyborów prezydenckich.

Słowacka wiosna

Największe zmiany wobec wcześniejszych wyścigów partyjnych w danym kraju nastąpiły za naszą południowo-wschodnią granicą. Słowacy po wcześniejszym poparciu liberalno-lewicowej kandydatki na prezydent kraju, Zuzany Caputovej, teraz wsparli sojusz jej nowej partii PS z proeuropejską SPOLU. Dobry wynik uzyskali też chadecy, natomiast konserwatywna partia rządząca, uznająca się w teorii za lewicę,  straciła wobec ostatnich  wyborów parlamentarnych aż 13% poparcia. W tychże wyborach partie konserwatywne, nacjonalistyczne i występująca w tym kraju partia neofaszystowska (odwołuje się do tradycji przywódcy Słowaków z czasów II wojny światowej, Józefa Tiso, który był w sojuszu z Hitlerem), należące do frakcji eurosceptycznych (lub do żadnej, jak neofaszyści) zdobyły 46,3% głosów, co wraz z partią Fico, wynosiło aż 74%. Teraz te partie otrzymały wspólnie 34% głosów i 49% razem z konserwatywną lewicą, przy czym dwie z nich z łącznie 8% poparciem, nie przekroczyły 5% progu wyborczego. Wybory parlamentarne na Słowacji już za rok i wiele wskazuje, że kurs u naszych sąsiadów może się zdecydowanie zmienić.

Rumuński zwrot

Rumunią w ostatnich kilkunastu miesiącach wstrząsały antykorupcyjne protesty. Partia Socjaldemokratyczna, która jest jednak bardziej zbliżona do swojej konserwatywnej słowackiej wersji, aniżeli tych europejskich, była ostrzeliwana zarzutami o korupcję i przejmowaniem instytucji państwa dla własnej korzyści. Jej koalicjant należący do ALDE w tych wyborach poległ, a większość głosów od obu ugrupowań przeszło do partii liberalnych związanych z EPP i ALDE. Partiom rządzącym Rumunią, grozi też wyrzucenie z frakcji socjaldemokratycznej i frakcji liberalnej w PE.

Na prawo, tylko mur

Węgrzy ponownie wybrali Fidesz Viktora Orbana. Jego poparcie wobec ostatnich wyborów parlamentarnych wzrosło o kolejne 3% do rekordowych jak na warunki europejskie 52%. Jednak jego nastrój mogą zmącić dwie kwestie: pierwszą jest wisząca nad nim potencjalna decyzja o wyrzuceniu Fideszu z EPP, która po wyborach stała się jeszcze bardziej prawdopodobna, a także spadek poparcia dla co prawda opozycyjnego, ale do niedawna skrajnie prawicowego Jobbiku. Orban do tej pory mógł się mienić partią jak na warunki Węgierskie środka samej prawicy. Natomiast w tych wyborach duży spadek poparcia zaliczył Jobbik, podczas gdy poparcie zyskała liberalna opozycja. W wyborach parlamentarnych Fidesz i Jobbik wspólnie zdobyły 68% głosów, podczas gdy obecnie ta suma wyniosła 58%. 3% z tych głosów przeszło do zastępującej Jobbik nowej partii skrajnie prawicowej MHM, jednak resztę otrzymały partie wspierające demokrację liberalną. Choć spadek jest duży, to do jakichkolwiek problemów dla węgierskiej prawicy jeszcze bardzo daleko i Viktor Orban może na razie spać spokojnie.

W kolejnym podsumowaniu wyników do PE, więcej na temat Niemiec, Grecji, Hiszpanii i krajów leżących nad Morzem Bałtyckim, a także wyniku Wielkiej Brytanii w kontekście Brexitu, który dał większe poparcie partiom anybrexitowym.

Michał Waliszewski

Salon materacy Włocławek