Państwo ze stolicą w Caracas jest jednym z najczęściej omawianych przez ekspertów polityki międzynarodowej zaraz za Wielką Brytanią, która „wychodzi” z Unii Europejskiej. Zastępuje tym samym na ekranach naszych telewizorów i komputerów Syrię. I tak jak zastąpiła ją u nas, tak samo zrobiła to dla USA i Rosji.

Niezwykle duże złoża ropy stawiają Wenezuelę w światowej czołówce złóż tego surowca, przed m.in. Katarem, Algierią, czy Norwegią. Kraj jest od lat zarządzany przez socjalistów, najpierw przez legendarnego tam Hugo Chaveza, a obecnie przez Nicolasa Maduro. Jest to jeden z ostatnich bastionów lewicy na kontynencie, po porażkach formacji z tej strony sceny politycznej w kolejno Argentynie, Kolumbii i ostatnio Brazylii. Polityka Chaveza stawiała na wyjście z biedy mas mieszkańców kraju, pozostawiając gospodarkę w tyle za resztą świata. W relacjach międzynarodowych, typowo dla polityka lewicowego w tym regionie, stawiał on przede wszystkim na dobre stosunki z Rosją, przeciw USA. Innym wyrazem takiej polityki było wspieranie reżimu Fidela Castro na Kubie, a także lewicowych rządów w Boliwii. Ilość pieniędzy inwestowanych w poprawę życia mieszkańców i sojuszników w Ameryce Południowej, nie pozwoliła Wenezueli na utworzenie funduszy inwestycyjnych jakie widzimy choćby w Norwegii, czy Katarze które są warte kilkaset miliardów dolarów.

Zmiany na rynku ropy naftowej

Wenezuela większość swoich wpływów budżetowych opierała na sprzedaży ropy, a jednym z jej głównych partnerów w tym względzie są Stany Zjednoczone. USA w ostatnich latach zaczęło schodzić z rynku importowego, by przejść na eksport surowców. W oczywisty sposób uderzyło to we wszystkich eksporterów i ceny ropy drastycznie spadły z sum przekraczających 100$ za baryłkę ok 2008 roku do obecnych ok 60-70$. Co więcej, eksport Wenezueli do Stanów to obecnie raptem 1/3 szczytowego punktu z przełomu wieków i połowa tego co było ok 10 lat temu. Wydobywanie ropy wymaga też dużych inwestycji, które rządy Chaveza, a następnie Maduro ciągle odkładały. Spadek wydobycia, spadek sprzedaży i w końcu spadek cen spowodowały załamanie wenezuelskiej gospodarki i co za tym idzie waluty.

Dwie twarze socjalizmu: Chavez i Maduro

Chavez przez kolejne lata był uwielbiany przez wielu stronników lewicy na świecie. Poparcie w kraju miał bardzo duże, a kolejne wybory i referenda były uznawane za spełniające warunki demokratyczne. Chavez starał się przede wszystkim stawiać na wyrywanie ludzi z biedy, nie tylko u siebie, ale także w innych państwach Ameryki Południowej. Jego nastawienie spowodowało m.in. programy medyczne kierowane także do krajów karaibskich, czy wsparcie dla Argentyny podczas powodzi w tym kraju. Jednak charyzmatyczny przywódca rządził głównie w okresie prosperity nakręcanym sprzedażą ropy. Brak inwestycji w gospodarkę wenezuelską, stawiał ją w trudnym położeniu gdzie cały jej los był oparty o jeden typ wymiany handlowej. Kiedy Chavez zmarł, cały świat odczuwał już od kilku lat skutki kryzysu gospodarczego, co w połączeniu z brakiem tak dużego zaufania wobec jego następcy zdjęło z obywateli różowe okulary przez które patrzono na politykę Chaveza. Choć na jego następcę wybrano kontynuatora jego polityki, społeczeństwo szybko zorientowało się, że nie są to jedynie przejściowe problemy i w pierwszych wyborach parlamentarnych po śmierci długoletniego prezydenta, postawiło na centrolewicę zamiast na socjalistów. Sprzeciw wobec pogarszającej się sytuacji w państwie, spowodował ostrą reakcję partii socjalistycznej, która zaczęła werbować zwolenników swojej opcji do nieoficjalnych bojówek, które zajmowały się szykanowaniem członków i zwolenników partii mających większość w parlamencie. Maduro natomiast powołał nowe ciało, czyli Narodowe Zgromadzenie Konstytucyjne, które w efekcie przejęło uprawnienia Zgromadzenia Narodowego. W wyborach do konstytuanty, opozycja nie wzięła udziału uznając, że prezydent nie miał prawa do takich działań i że kraj kroczy wielkimi krokami ku dyktaturze. Atak na opozycję tak fizyczny jak i formalny, doprowadził do odejścia Wenezueli z grona państw demokratycznych. Sądy, prokuratura, policja, służby bezpieczeństwa i coraz silniejsze wojsko były pod kontrolą Maduro, a ludzie którzy przeciw temu występowali byli nękani przez bojówki partii socjalistycznej. Cała praca Chaveza na rzecz polepszenia wizerunku państwa obróciła się w nicość, co gospodarce potrzebującej inwestycji również nie pomagało.

Przykucie uwagi gigantów

Wenezuela od lat kupowała rosyjską i chińską broń, co było wyrazem zbliżenia politycznego rządów Chaveza z głównymi rywalami Stanów Zjednoczonych. Maduro doskonale rozumiał, że jeśli zacznie iść w kierunku używania siły wobec opozycji, to politycy krajów zachodnich będą się od niego odsuwać z uwagi na reakcje wśród własnej opinii publicznej. Ten wybór spowodował jeszcze silniejsze zacieśnienie relacji z niedemokratycznymi reżimami. Walka o drugą kadencję dla Maduro w 2018 r. w przeciwieństwie do tych Chaveza została uznana przez wiele instytucji za niedemokratyczną, a sam prezydent nie złożył przysięgi przez nieuznawanym przez siebie parlamentem, choć miał taki obowiązek. To spowodowało kryzys polityczny i prawo parlamentu do powołania na pełniącego obowiązki prezydenta Juana Guaido. Większość zachodniego świata uznała tego ostatniego za oficjalnego prezydenta Wenezueli. Rosja, Chiny, Iran, Turcja, Kuba, Boliwia, czy Meksyk stanęły po stronie Maduro. Sytuacja w kraju staje się coraz bardziej dramatyczna przez co miliony Wenezuelczyków uciekły do Brazylii i Kolumbii. Oba te kraje są dziś w bardzo dobrych stosunkach z USA, co wprost prowadzi do kolejnego sporu na linii USA-Rosja (i Chiny).

Kiedy Brazylia, USA i Kolumbia wysłały do Wenezueli pomoc humanitarną, wojsko zablokowało jej wjazd do kraju. W ostatnich kilku tygodniach państwem wstrząsnęły kolejne głośne wydarzenia. Instytucje zależne od Maduro odebrały Guaido immunitet i prawo zajmowania funkcji publicznych na 15 lat, Rosja sprowadziła kilkuset żołnierzy na prośbę dyktatora, a Caracas zostało pozbawione prądu w wyniku awarii niedoinwestowanych sieci i elektrowni. Wściekłość obywateli jest ogromna, co grozi wybuchem wojny domowej. Biały Dom od dłuższego czasu twierdzi, że wszystkie opcje wobec Wenezueli są możliwe. Teoretycznie taki konflikt zbrojny mógłby być przeprowadzony przez koalicję USA-Brazylia-Kolumbia, szczególnie biorąc pod uwagę stosunek rządzących państwami graniczącymi z Wenezuelą do lewicowych dyktatur. Takie starcie mogłoby przynieść śmierć rosyjskich żołnierzy, co jest problemem dla każdego kto chciałby wysłać tam swoje wojska. Jednak sygnały z Moskwy mówią iż Rosja nie jest gotowa „umierać za Maduro”, a ich obecność może być co najwyżej pewną polisą na życie samego dyktatora, aniżeli realnie pomóc jego wojsku. Kremla nie jest dziś stać na wysłanie na miejsce tysięcy żołnierzy i zapewnienie im dostaw, czy stałej obecności wojskowej. W ostatnich dniach zapowiedziano przygotowanie rosyjskiego społeczeństwa na wyłączenie ze służby jedynego lotniskowca, który uległ awarii w zeszłym roku. Jest to cios dla Rosyjskiej możliwości projekcji siły, co praktycznie wyłącza realną możliwość włączenia się w konflikt gdyby nawet USA nie miały zamiaru oficjalnie brać udziału w interwencji, a tę pozostawiły na barkach Brazylii i Kolumbii. W praktyce brak lotniskowca na miejscowych wodach oznacza, że Stany Zjednoczone mogą w każdej chwili objąć Wenezuelę strefą zakazu lotów, gdyż wenezuelskie siły lotnicze nie mają najmniejszych szans w starciu z połączonymi siłami USA, Brazylii i Kolumbii. Wydaje się też, iż wszystkie strony chcą uniknąć starcia. Maduro obawia się losu jaki spotkał Hussajna i Kadafiego, Rosja kolejnego blamażu po śmierci swoich kilkuset najemników w Syrii po ataku na bazę kurdyjską pokonanych przez amerykańskie lotnictwo, a USA kolejnego konfliktu tak z uwagi na PR jak i finansowanie. Czerwoną linią dla reżimu w Caracas wydaje się być zagrożenie fizyczne wobec samego Guaido. Politycznie wciąż nie ma żadnych konkretnych rozmów między rządem, a opozycją przez co Wenezuelczycy skazani są na braki prądu, opieki lekarskiej, czy drastyczną inflację.

W całej sprawie pojawił się też polski wątek. Dziennikarz Gazety Wyborczej, który chciał opisać dramatyczne warunki życia Wenezuelczyków, został brutalnie pobity przez miejscową policję. Polski rząd krytykowany jest za brak silnej reakcji na forum międzynarodowym, a także służb dyplomatycznych w Wenezueli w tej sprawie.

Michał Waliszewski

Salon materacy Włocławek