REKLAMA

Autor: Michał Waliszewski

W środę, 9 września, kandydatka na prezydenta Białorusi spotkała się z premierem Polski, Mateuszem Morawieckim.
Według najbardziej wiarygodnych danych, to własnie Cichanouska zdobyła najwięcej głosów podczas ostatnich wyborów na Białorusi, które sfałszował Aleksander Łukaszenka.

Cichanouska ma jeden podstawowy cel: wezwać Zachód do wywarcia presji na Łukaszence.
Tylko w ten sposób, białoruskie społeczeństwo ma szansę obalić kogoś, dla kogo wszystkie środki są akceptowalne, byleby tylko utrzymać się przy władzy. Łukaszenka nie cofnie się przed niczym i widać to na filmach z Białorusi, gdy spokojni i pokojowo protestujący ludzie są atakowani przez siły bezpieczeństwa.
Protesty z Białorusi nijak nie przypominają tych ostrych walk ulicznych z USA, Francji, czy Wielkiej Brytanii, gdzie policja reaguje na przemoc osób wyrażających swoje niezadowolenie. Cały świat obiegają kolejne zdjęcia aż nader grzecznych form protestów na Białorusi, ale jednocześnie zyskujących poparcie światowych społeczności. Wyzwaniem dla tych protestujących, jest właśnie zdobycie tak dużego poparcia, by społeczeństwa m.in. Niemiec, Francji, czy Wielkiej Brytanii, zaczęły wymuszać na swoich politykach reakcję wobec Białorusi i tym samym Rosji.
Cichanouska ma w tej sprawie poparcie Polski, czy Litwy, ale to nie wystarcza. Takie wizyty jak ta dzisiejsza, mają pokazać że tego tematu nie da się zamieść pod dywan i jest on nadal obecny dla władz w Warszawie i Wilnie. Widzieliśmy dziś także spotkanie Cichanouskiej z delegacją polskiej opozycji, co podkreśla, że jest tutaj jedność ponad podziałami większości polskiej sceny politycznej.
Dla Polski to sprawa kluczowa jeśli chodzi o bezpieczeństwo. Każdy kraj, który wyrywa się Rosji z bezpośredniej lub minimalnie pośredniej kontroli, to przesunięcie potencjalnej agresji tego kraju na inne regiony. Kilka lat temu wydawało się, że Łotwa, a z nią Estonia, Litwa i Polska, to byłyby główne cele Rosji gdyby ta zdecydowała się na próbę wymuszenia swoich postulatów w różnych sprawach poprzez interwencję zbrojną.
Majdan i wojna o Krym i Donbas na Ukrainie, znacząco odsunęła to zagrożenie z kilku względów. Tym mniejszym są sankcje na Rosję, które kosztują ją około 1-1,5% PKB rocznie, czyli blisko ok 20 mld $. Tym znacznie większym, jest zrozumienie w Rosji, że nie ma mowy o odbudowie imperium bez Ukrainy. Z uwagi na hierarchię celów, Rosja używająca armii, to Rosja uderzająca w Ukrainę, a nie w nas, czy kraje bałtyckie.
Podobną rolę może spełnić Białoruś. Gdyby stała się choćby państwem neutralnym, gdzie nastąpi jakaś współpraca i rywalizacja inwestycyjna między UE, a Rosją, to automatycznie zaistniałaby groźba użycia tam siły wojskowych przez Rosję w tym państwie, gdyby Rosjanie uznali, że taki stan jest dla nich nie do zaakceptowania.
Eskalacja konfliktu w jakimkolwiek rejonie europejskim, spowodowałaby kolejne wzrosty niepokojów społecznych w Europie przeciw Kremlowi. To oznaczałoby, że jeśli Rosja nie chce iść na pełną wojnę z NATO, czy nawet UE, to musi ograniczyć się do szybkich interwencji. Potencjalny atak na Białoruś, oznaczałby też prawdopodobnie podział tego państwa.
Koszt takiej interwencji byłby wysoki tak politycznie, jak i ekonomicznie. Kreml obawia się jednak, że jeśli Białoruś zyskałaby na upadku Łukaszenki, to zwiększy to nastroje rewolucyjne w samej Rosji. W ten sposób łączy się sprawa protestów na Białorusi i otrucia Aleksieja Nawalnego, który do tej pory był liderem demokratycznej opozycji w Rosji. Los poszczególnych osób nastawionych opozycyjnie do dyktatorów w Rosji i Białorusi, może być kluczowy dla opinii międzynarodowej i nadać bardziej konfrontacyjnej narracji stosunkom Zachód-Rosja/Białoruś.
Własnie w takim kontekście, należy odbierać dzisiejsze wezwanie Donalda Tuska, by UE nominowała Ciechanouską i jej męża (więzionego przez białoruski reżim) do Nagrody Nobla. Gdyby dostali oni tą nagrodę, to presja i uwaga świata co do wydarzeń za naszą wschodnią granicą zwiększyłaby się i nawet jeśli teraz Łukaszenka by się utrzymał u władzy, to kolejnej serii protestów mógłby już nie wytrzymać.

Zdjęcie pochodzi ze strony Kancelarii Premiera RP.