REKLAMA

Autor: Maciej Grudziński

Tina Berk, dla znajomych i przyjaciół Agata, rocznik 2001. Uczęszcza do liceum we Włocławku. Jej pasją są gra na pianinie i muzyka rockowa. Mieszka z rodzicami, dwójką braci i królikiem. Zadebiutowała fantastycznąa poiwieścią mimo zaledwie osiemnastu lat! Pół roku po premierze książki i wywiadzie, jakiego udzieliła naszej redakcji, pytamy jak wyglądająa statystyki sprzedaży powieści i jakie ma plany co do kontynuacji powieści.

Maciej Grudziński: Witaj ponownie na łamach wlc.pl. Jesteśmy pół roku po premierze książki. Powiedz, jak wyglądają statystyki sprzedaży? Czy powieść spotkała się z takim zainteresowaniem, na jakie liczyłaś?

Tina Berk: Dzień dobry, miło mi znów spotkać się z wlc.pl. Statystki są dla mnie zadowalające. Trzeba pamiętać, że jest to debiut, dlatego może wynik sprzedaży nie byłby optymistyczny dla bardziej doświadczonych autorów. Natomiast ja osobiście mogę się z takich statystyk cieszyć. Od początku tak naprawdę nie miałam wygórowanych oczekiwań, byłam przygotowana na różny odbiór mojej książki, więc zainteresowanie może mnie tylko napawać radością i tak faktycznie jest. 

MG: Jak sobie radzisz z popularnością? Czujesz się już celebrytką?

TB: Absolutnie nie (*śmiech*), myślę, że na razie nie można jeszcze mówić o jakiejkolwiek popularności. Celebrytką także się nie czuję, ba, może nawet jeszcze nie pisarką. O tym powinniśmy raczej porozmawiać w trzecim wywiadzie, po premierze drugiej książki.  

MG: Możesz na to liczyć z całą pewnością! Zapraszam od razu, jak tylko ukaże się ta książka. Powiedz, jak szkoła i miasto Włocławek zareagowały na twój sukces? Czy w ogóle szkoła pomagała Ci przy wydaniu książki, czy była to Twoja prywatna inicjatywa?

TB: Wydaje mi się, że spotkałam się z naprawdę pozytywnym odbiorem. Jeśli chodzi o miasto – odbyłam spotkanie autorskie w Filii nr 11 Biblioteki Miejskiej, udzieliłam wielu wywiadów, w tym, jak już mówiliśmy dla wlc.pl, co więcej, zostałam zaproszona na spotkanie do Biblioteki Zespołu Szkół Technicznych, co wspominam bardzo miło. Natomiast samo wydanie książki było moją prywatną inicjatywą.

MG: Brałaś lekcje pisania? Byłaś na warsztatach pisarskich? Jak doszło do tego, że postanowiłaś w tym wieku wejść na ciężki literacki rynek?

TB: Nigdy nie brałam lekcji pisania, choć może powinnam. Staram się jednak w wolnych chwilach czytać przydatne informacje np. co do technik pisania. Na pewno chcę dalej kształcić się w tym kierunku, by mój warsztat ciągle się rozwijał. W chwili wysłania Tej Jednej Gwiazdy do Wydawnictwa, nie myślałam o potencjalnych przeszkodach, że trudno mi będzie przebić się przez ogrom wydawanych rocznie pozycji. To była decyzja być może w jakimś stopniu spontaniczna i troszkę egoistyczna, ponieważ wiedziałam, że na pewno chcę postawić krok na tej intrygującej mnie ścieżce literackiej, więc gdy tylko pojawiła się taka możliwość, skupiłam się wyłącznie na pozytywnych skutkach wiążących się z wydaniem książki już w tym wieku.

MG: Prywatnie jestem wielkim miłośnikiem astronomii i gratuluję Ci wyboru tak szlachetnej tematyki powieści. Powiedz proszę, czy jest to tylko fikcja, czy sama również patrzysz w gwiazdy?

TB: Dziękuję. Przyznam, że w jakiś sposób astronomia mnie intryguje. Nie jestem jednak wielkim znawcą i jedyne, co umiem dostrzec na nocnym niebie to Wielki Wóz, dlatego zawsze go wypatruję, będąc późniejszą porą poza domem. 

MG: Tak, gwiazdy lepiej widać poza miastem. Na wsi panuje cisza i spokój, a miejskie światła  nie „rozpraszają” światła gwiazd. Wiemy, że fascynują Cię Stany Zjednoczone. Dlaczego i co w nich lubisz najbardziej? Jak podoba Ci się prezydentura Donalda Trumpa?

TB: Szczerze powiedziawszy, wolałabym nie zagłębiać się w politykę. Myślę, że w Stanach najbardziej lubię to zróżnicowanie. Nie tylko kulturowe, ale chyba przede wszystkim geograficzne. 

MG: Ok, rozumiem. Czy bohaterowie Twojej książki mają swoje pierwowzory? Którą postać lubisz najbardziej?

TB: Bohaterowie nie mają swoich pierwowzorów. Oczywiście pewne cechy czy zachowania są odwzorowaniem tego, co znajduję w ludziach z mojego otoczenia, ale chyba nie dało się tego uniknąć. Każda postać jest dla mnie ważna, bo każdą z nich tworzyłam od początku do końca. Lubię to, jak ożywają na kartach książki. Nie potrafię wybrać swojego faworyta. Wszyscy zostali tam zapisani dla jakiegoś celu, by razem tworzyć pełną całość. Dlatego wszyscy razem są dla mnie jednym, pełnym bohaterem.

MG: Lubisz fotografię, jak Tom i Skye?

TB: Tak, lubię fotografię, ale sama absolutnie nie jestem zaawansowanym fotografem. W zasadzie w ogóle nie jestem fotografem. Zdjęcia robię sporadycznie, co prawda staram się, by mogły cieszyć oko. Nie wiem, czy przykładem tego mogą być zdjęcia z mojego Instagrama, ale serdecznie wszystkich tam zapraszam: @ksiazki_tb. 

MG: A skąd wzięłaś pomysł na pseudonim? Jest świetny, prosty i nie da się go zapomnieć.

TB: Nie pytaj dlaczego zdecydowałam pisać pod pseudonimem. Chyba też miałam na uwadze tę chwytliwość, ale jestem tylko nastolatką, więc może będąc bardziej doświadczonym życiowo człowiekiem, stwierdzę, że to nie był jednak taki fajny pomysł, jak mi się wydawało. A pseudonim to nic innego, jak moje prawdziwe imię i nazwisko tylko trochę w innym wydaniu.  

MG: Jakiej rady byś udzieliła wszystkim młodym pisarzom, którzy próbują swoich sił w pisaniu?

TB: Moja rada – poradźcie się kogoś bardziej doświadczonego. Ja jedynie mogę Wam zaproponować, żebyście motywowali się do pisania, kiedy tylko możecie i kupili żarówki. Lampki nocne mogą czasem takiej intensywnej pracy nie unieść (potwierdzone info). Tak więc próbujcie, próbujcie. Może będą z tego bestsellery (czego serdecznie życzę wszystkim piszącym!). 

MG: Żarówki!? No proszę! Przejdźmy do kolejnego pytania. Aktorzy mają zazwyczaj wymarzone role, które chcą zagrać. Czy Ty, jako pisarka, masz jakiś wymarzony temat, który chciałabyś zrealizować literacko?

TB: Na razie chciałabym zakończyć pracę nad drugą książką. Wymarzony temat może pojawi się w przyszłości, obecnie moim takim ulubionym jest: zdać dobrze maturę. A tak już poważnie, to szczerze mówiąc, nie zastanawiałam się jeszcze nad tym. Mam sporo czasu. Być może taki temat pojawi się niedługo, a może dopiero za jakiś czas. Zobaczymy. Wiem, że chciałabym poruszać ważne dla ludzi problemy, czy po prostu zawierać w swoich książkach spostrzeżenia na sprawy, które w jakiś sposób mnie dotykają. Natomiast żaden sprecyzowany temat nie przychodzi mi na ten moment na myśl. 

MG: Chciałbym jeszcze wrócić do tematu powieści, bo astronomia jest tylko tłem. Ważniejsza jest chyba dla Ciebie w Tej Jednej Gwieździe przyjaźń w obliczu choroby, prawda? Nie bałaś się poruszać takiej tematyki?

TB: Wtedy chyba nie myślałam, że będzie to aż tak trudny temat. Chciałam skupić się na obrazie przyjaźni, a choroba miała być w zasadzie symbolem ogólnych przeszkód, jakie my – nastolatkowie, czy w ogóle ludzie napotykają na drodze przyjaźni. Nie bałam się poruszać tego tematu, bo miałam na uwadze, że będzie to właśnie symbol trudności, aniżeli choroba sama w sobie. Chciałam na takim przykładzie pokazać wartość przyjaźni i jej moc.

MG: Wiemy już z poprzedniego spotkania z Tobą, że nie będzie kontynuacji przygód Toma i Skye, a czy możesz zdradzić, czy umieścisz akcję powieści ponownie w USA i kiedy możemy spodziewać się książki w księgarniach?

TB: Na ten moment mogę zdradzić, że rzeczywiście akcja również będzie miała miejsce w Stanach, ale niestety nie wiem, kiedy książka wyjdzie na rynek. Bardzo bym chciała, żeby był to przyszły rok. Nie spodziewam się, że uda się ją wydać jeszcze w tym z uwagi na proces wydawniczy, który trwa dosyć długo.