REKLAMA

AUTOR: Rafał Jendrzejewski

“Gospodarka, głupcze”!


Z tym hasłem Bill Clinton wygrał wybory prezydenckie w USA. Pomimo rozwoju gospodarki, ten prezydent zasłynął  z czegoś innego, ale zostawmy to. Skupmy się na haśle, które jest fundamentem rozwoju krajów i miast.

Warszawa, Gdańsk, Wrocław, Poznań, przyciągają tysiące nowych mieszkańców. Co jest zatem motywacją, aby zostawić rodzinę i przeprowadzić się do droższego miejsca, gdzie możemy liczyć tylko na siebie?

Czy jest to kultura i rozrywka albo oferta handlowa? Czy w Warszawie, piwo za 12 zł i 30-minutowy dojazd do pubu w centrum jest tym czego brakuje nam we Włocławku? A może koncerty gwiazd światowego formatu są impulsem do przeprowadzki?

To nie blask Warszawy przyciąga znacznie większe zasługi dla przeprowadzki ma włocławski rynek pracy. Nawet najwięksi miłośnicy Włocławka skapitulują po styczności z bieżącymi ofertami pracy. Młodzi i zdolni nie mają wyboru i muszą wyjechać. W Polsce brakuje programistów, ale na próżno szukać dużej liczby ofert w stolicy Kujaw.

Wielkość miasta to nie wszystko.

Wielkość miasta, kultura, rozrywka i handel nie są kluczowe. One zawsze się rozwijają po tym, jak miasto stworzy dobry rynek pracy. Wzrost wynagrodzeń, to większe możliwości wydawania na kulturę i rozrywkę. Popyt zwiększa podaż. 

Bez dobrego rynku pracy nie da się przyciągać nowych mieszkańców. Najlepszym przykładem jest Łódź, która stanowi trzecie miasto Polski pod względem liczby ludności. Manufaktura, to największa galeria handlowa w kraju. W Łodzi, dobrze działa kultura i rozrywka, np.: „łódzka filmówka”, filharmonia, zoo, teatry, kina, galerie sztuki, czy koncerty gwiazd w Atlas Arenie.

Jest tylko jeden problem. Łódź przez lata nie była atrakcyjnym miejscem pracy (wysokie bezrobocie i niskie zarobki). Dziś, stopa bezrobocia spadła, ale średnia pensja w Łodzi jest niższa o ponad 1,5 tys. zł brutto w porównaniu z Warszawą.

Od 1988 r. Łódź skurczyła się o 166 tys. ludzi! To tak jakby zniknęła Zielona Góra!

Rynek pracy? Nie znamy.

We Włocławku zapomniano, że fundamentem dla miasta jest gospodarka. Rynek pracy jest w fatalnym stanie od lat 90-tych. Przez 29 lat, nikomu nie udało się ściągnąć dużych inwestycji do miasta. Żadna z włocławskich opcji politycznych nie przekonała rządu do zajęcia się problemem. Kryzys nie dotyczy tylko Włocławka, bo na 940 miast ponad 900 ma słaby rynek pracy (średnia pensja brutto, dostępne miejsca pracy dla kadry wykwalifikowanej, ucieczka młodych). Te miasta są na tyle nieatrakcyjne, że emigranci nie chcą wracać. 


Co bardziej martwi, we Włocławku pogodzono się z sytuacją. W ostatnich wyborach nikt intensywnie nie poruszał tematu rynku pracy i nie próbował skutecznie rozwiązać panującej sytuacji w stolicy Kujaw.


A mamy problem? Przecież spadło bezrobocie?

Stopa bezrobocia to mylne dane. We Włocławku ubyło miejsc pracy!

W 2007 r., we Włocławku pracowało 36,7 tys. osób. W 2018 r., sytuacja na rynku pracy poprawiła się, ale liczba pracujących wyniosła  32,4 tys. osób (źródło danych: Bank Danych Lokalnych GUS ). Przez 11 lat, we Włocławku ubyło 4,2 tys. pracujących! Dla porównania, Anwil bezpośrednio zatrudnia 1,2 tys. osób (stan na 2013 r., źródło: https://www.anwil.pl). Ubytek miejsc pracy widać także w liczbie firm. W 2002 r., na 10 tys. ludności przypadało 1,2 tys. podmiotów wpisanych do rejestru REGON. W 2018 r., liczba ta, spadła do równego 1 tys.

Czemu stopa bezrobocia jest niższa?

Stopa bezrobocia nie mierzy liczby niepracujących! Stopa bezrobocia, to tylko liczba osób zarejestrowanych w urzędzie pracy. W 2018 r., we Włocławku, w wieku produkcyjnym było 68,6 tys. osób, czyli 36,2 tys. mieszkańców oficjalnie nie pracuje. Duża cześć z tych osób pracuje w „szarej strefie”. Dane te, mogą też pokazywać osoby zameldowane, ale przebywające za granicą.

Spadek bezrobocia spowodowany jest następującymi czynnikami:

– ubytek liczby ludności o ok. 7 tys. osób;

– przejście do „szarej strefy”;

– szukanie pracy „na własną rękę”;

– przechodzenie na benefity („500 plus”) zamiast pracy;

– rygorystyczne wymagania Powiatowego Urzędu Pracy (PUP), aby zachować status bezrobotnego. PUP dodatkowo obniża bezrobocie poprzez staże.

W 2018 r., stopa bezrobocia spadła we Włocławku do 10,7 proc., ale nie ma się z czego cieszyć. Na 66 miast na prawach powiatu tylko 3 mają gorszą stopę bezrobocia niż Włocławek (źródło danych: Bank Danych Lokalnych GUS)!

W 2018 r., mieszkaniec Warszawy średnio zarabiał 2,2 tys. zł brutto więcej od włocławianina! Jedynym rozwiązaniem jest zwiększenie liczby ofert. Lepsze warunki do zmiany pracy (liczba ofert) powodują, że pracodawca musi częściej sięgać po instrument w postaci podwyżek.


Kiepski rynek pracy, to skazywanie wielu pracowników na “szarą strefę”, czyli brak ubezpieczenia zdrowotnego i składek na emeryturę.  Niskie zarobki nie wygrają z większym wynagrodzeniem w „szarej strefie”. Także miasto na tym traci. Na budżet miasta ma wpływ liczba osób płacących podatek PIT, czyli pracujących. 

Często problemy z rynkiem pracy przekładają się na:

– liczbę samobójstw,

– problemów alkoholowych i rodzinnych,
– wzrost liczby przestępczości,

– pogorszenie zdrowia (słabsze zarobki to gorsze odżywianie, a także mniejsze możliwości prywatnej wizyty u lekarza);

– gorszą perspektywę na starcie dla młodych ludzi.

Kolejnym efektem tego stanu rzeczy jest włocławska kultura pracy oparta na strachu i nieufności.

Paradoksem jest to, że w innym mieście zarobimy więcej i mamy większy komfort psychiczny w pracy ze względu na łatwość znalezienia nowej oferty.

Ostatnio, jeden z moich znajomych przesłał mi zdjęcie ze sklepu monopolowego w Krakowie. Pełen etat, umowa o pracę i pensja 3300 zł netto.  To, dla włocławianina wydaje się niewiarygodne.



Podsumowanie

Wielu włocławskich przedsiębiorców jest zadowolonych z obecnej sytuacji. Niska liczba nowych miejsc pracy, to brak walki o pracownika. Nie muszą podnosić pensji, łatwiej zastraszyć pracownika (np. zatrudniać go w „szarej strefie” albo nie płacić za nadgodziny), skuteczniej przekonać do pracy zmianowej i w weekendy.

Mimo niskich pensji, nie zatrzymamy całego przemysłu we Włocławku, bo rosną koszty funkcjonowania przemysłu w kraju, np. wzrost cen prądu i kosztów pracy (wzrost płacy minimalnej). Biedniejsza Irlandia przyciągała przemysł, ale wraz ze wzrostem zamożności przeniesiono fabryki, np. do Polski. Za 10-20 lat, przemysł będzie uciekał do tańszej Rumunii lub Bułgarii.  Należy przygotować ofertę dla przemysłu, która będzie konkurować z Polską (patrz przypadek Nobilesu i KZPOW-u), a także zwiększać szansę obrony przed przeniesieniem za granicę. Niezwykle dziwne jest to, że kolejna znana i duża firma inwestuje pod Wrocławiem, a nie we Włocławku. W regionie dolnośląskim trudniej o pracownika, a i średnia pensja wyższa. A mimo to przegrywamy.

Włocławek powinien ściągać intensywniej gałęzie bardziej perspektywiczne, np.: branża informatyczna, usługi wysoko wykwalifikowane, instytucje z sektora publicznego itd. Nie jest to też konkurencja dla włocławskiego przemysłu, bo obecnie młodzi nie mają dużej liczby ofert w nowych technologiach. Młody musi wyjechać, a sytuację pogarszają trendy demograficzne i włocławski rynek pracy. Od wejścia do UE (2004 r.), ubyło we Włocławku 16,3 tys. osób w wieku produkcyjnym! Mamy za to 10,7 tys. więcej emerytów w stolicy Kujaw!

Wzrośnie rola miejsc pracy, które trudniej przenieść do biedniejszego kraju, np. domy opieki (starzejące społeczeństwo) i służba zdrowia. Warto analizować sytuację gospodarczą miast z Europy Zachodniej, bo oni już doświadczyli tych problemów. 

Jeśli zaczniemy rozwój miasta od gospodarki, to każda inna dziedzina się poprawi (bogatsze społeczeństwo więcej wydaje na kulturę i rozrywkę). Włocławek musi przedefiniować swoje cele strategiczne i poświęcić więcej uwagi na rynek pracy. Tylko czy to jeszcze potrafi miasto?

Wątpię, bo np. nie potrafiliśmy obronić nawet dyspozytorni pogotowia. Podobnej wielkości Tarnów zachował dyspozytornie (centralizacja w Tarnowie i w Krakowie). Nam uciekło kolejne kilka etatów w bezpiecznym sektorze publicznym. Od reformy administracyjnej, ubyło kilka tysięcy miejsc w tym sektorze. Te kilka tysięcy osób, przekłada się na miejsca w sektorze prywatnym, bo przecież urzędnik też wydaje (sklep, fryzjer, mechanik, kino, pub itd.). 
W 1999 r., całe Opole wyszło na ulice, aby obronić województwa. Jak my wyglądamy 20 lat później? Kolejne oddziały szpitala mogą być zamknięte. Nikt nie walczy skutecznie o większe środki na włocławski szpital w Urzędzie Marszałkowskim w Toruniu. Możemy stracić kontrakt na niektóre usługi medyczne, a zyskać pieniądze może toruński szpital. Czy widzimy w tej sferze działania polityków wszystkich opcji z samorządu miejskiego oraz wojewódzkiego? Albo posłów? Pal licho etaty, ale czy z zapaleniem wyrostka robaczkowego u dziecka będziemy jechać 50 km? A co z poważniejszymi sprawami? Narażamy nasze dzieci na utratę zdrowia, a nawet życia. My też jesteśmy winni. Na próżno szukać protestów ludzi kultury, biznesu, uczniów, społeczeństwa. Pogodziliśmy się, że jesteśmy chłopcem do bicia.