Zaloguj sie, lub załóż konto w naszym portalu! Zagubiłeś hasło - oddzyskaj hasło. Potrzebujesz pomocy - kliknij tutaj.

P.A.: Jak długo i w jakim charakterze przebywał Pan w Afganistanie?
K.Cz.: Byłem tam przez sześć miesięcy. Stacjonowałem w Ghazni, czyli największej bazie Polskich Sił Zadaniowych. Przebywałem tam jako cywil. Nie miałem nawet broni. Zresztą nie była mi potrzebna, bo moje główne zadanie polegało na pomocy prawnej żołnierzom i innym pracownikom jednostki.
P.A.: Więc co Pana skłoniło do wyjazdu do kraju, gdzie jest tak niebezpiecznie?
K.Cz.: Tak jak większość kolegów, wyjechałem głownie ze względów finansowych. Dopadł mnie kryzys - rozpocząłem budowę domu, nie mogliśmy z żoną sprzedać mieszkania, więc kiedy pojawiła się możliwość wyjazdu nie zastanawialiśmy się długo.
P.A.: Bał się Pan ?
K.Cz.: Oczywiście, że tak. Kiedy jechałem na misję, miałem wiele obaw. Być może przez to, że sytuacja w Afganistanie jest w mediach pokazywana tak a nie inaczej. Dziś tego strachu właściwie już nie ma.
P.A.: To jak tam jest, tak naprawdę? Jakie było to pierwsze wrażenie?
K.Cz: Tuż po wylądowaniu w Bagram, w momencie, gdy zobaczyłem tamtejszy krajobraz, głównie góry ... Hm, po prostu rozpłynąłem się. Zobaczyłem to wszystko i pomyślałem sobie, że teraz mogę już umrzeć. To nie był ten sam kraj, który pokazywany jest w telewizji. To prostu coś pięknego.
P.A.: Czy te cudowne widoki były w stanie zagłuszyć tęsknotę za rodziną?
K.Cz.: Tęsknoty nie można było niczym zagłuszyć. Cała moja rodzina i ja bardzo to przeżywaliśmy, zwłaszcza na początku. Później było już nieco łatwiej. Poza tym każdy z pracowników bazy może kontaktować się z domem codziennie za pomocą telefonu czy Internetu. Mieliśmy do wykorzystania 4 minuty na połączenia komórkowe i 10 na stacjonarne. Czasem to było nawet zbyt wiele.
P.A.: Czyżby nie było o czym opowiadać? Codzienność w bazie wojskowej w Afganistanie nie może być nudna. Chyba, że niewiele się działo?
K.Cz.: Nic nadzwyczajnego. Rytm dnia jest tam strasznie schematyczny. Są godziny pracy, posiłku i odpoczynku. Obejmował mnie ośmiogodzinny tryb pracy, a obowiązki bywały czasem nużące.
P.A.: Jakie są relacje między ludźmi?
K.Cz.: W jednostce, w której przebywałem byli głównie Polacy i kilkudziesięciu Amerykanów. Atmosfera była bardzo pozytywna. W Ghazni rodzą się między ludźmi szczególne relacje, które można nazwać prawdziwą przyjaźnią.
P.A.: A co z ludnością miejscową? Czy jest wrogo czy przyjaźnie nastawiona do armii?
K.Cz.: Przyznam szczerze, że tych kontaktów z mieszkańcami miałem niewiele. To były sporadyczne spotkania, np. z handlarzami, którzy na terenie bazy mieli stoiska, z fryzjerem, właścicielem restauracji, krawcem. To byli ludzie mili i serdeczni. Trudno jest mi natomiast stwierdzić, jakie są relacje z ludnością miejscową na zewnątrz bazy.
P.A.: To oznacza, że w ogóle nie opuszczał Pan jednostki?
K.Cz.: Rzadko, aczkolwiek zdarzało się.
P.A.: Czy podczas tych podróży zdarzyła się jakaś szczególnie niebezpieczna sytuacja?
K.Cz. Mnie osobiście nie. Ale podczas naszej zmiany w Afganistanie zginęło sześciu żołnierzy.
P.A.: Wieść o tym musiała zrobić na Panu spore wrażenie. Choć z drugiej strony, jeśli się Pan zdecydował na taki wyjazd, to musiał się z tym liczyć, że tam giną ludzie.
P.A.: A czy pojawiła się myśl, że i Pan będzie musiał pewnego razu skorzystać z broni, strzelić do drugiego człowieka?
K.Cz.: Nie. Wiedziałem, że jako cywil nie będę miał ani takiej konieczności ani sposobności.
P.A.: Czuł się Pan całkiem bezpieczny?
K.Cz.: Z czasem już tak. Na terenie bazy owszem czułem napięcie, ale przed wyjazdem, gdy sobie wyobrażałem, jak to będzie, myślałem, że jest dużo gorzej. Przyzwyczailiśmy się do życia w lekkim stresie. Nawet incydentalne próby ostrzeliwania bazy po jakimś czasie przestały na mnie robić wrażenie. Gdzieś tam wpadł pocisk z moździerza, paliło się, ale nie było większych szkód. Szliśmy do schronu. Inni gasili ogień, gdy my rozmawialiśmy i graliśmy w karty.
P.A.: Jaki obraz misji wojskowej utkwił w Pana pamięci najbardziej?
K.Cz.: Tamta kultura, otoczenie, krajobrazy to coś zupełnie innego od naszej cywilizacji. Ja w ogóle lubię góry, ale kiedy zobaczyłem te, które otaczają lotnisko w Bagram, natychmiast pokochałem ich widok. Nasze Tatry czy Sudety są całkiem inne. Ich wierzchołki wyłaniają się jakby z chmur, ale niech sobie Pani wyobrazi górskie szczyty wyłaniające się z piasku i skał. Tam droga mleczna jest tak gęsta jak śmietana, a nie jak mleko. Nadzwyczajne miejsce ...
P.A.: To dość obca większości Polakom wizja Afganistanu. Przeważa raczej wśród opinii publicznej osąd, że jest to kraj, w którym powszechna jest śmierć i bieda.
K.Cz.: Tamci ludzie mają zupełnie inne potrzeby niż my, inaczej niż my patrzą na świat. To nam, ludziom z Zachodu, wydaje się, że jesteśmy od wszystkich lepsi i mądrzejsi. Niekoniecznie to musi być prawda. Owszem w Afganistanie panuje bieda. Ludzie cieszą się, gdy dostaną wiadro czy koc, ale mało kto chodzi tam głodny. Mimo że jest to kraj pustynny to tamtejsza ludność potrafi zagospodarować te szczątkowe ilości wody i utrzymać tereny zielone, uprawiać ziemię i z niej się wyżywić. Śmierć również jest powszechna, ale o tym słyszałem tylko z czyichś relacji. Nie wiedziałem śmierci na własne oczy.
P.A.: Wróciłby Pan do Afganistanu, gdyby znów przytrafiła się okazja wyjazdu?
K.Cz.: Pewnie. Już gdy wylądowałem w Krakowie, zastanawiałem się, kiedy wrócę do bazy. Afganistan strasznie mnie przyciąga, jest dla mnie jak narkotyk ...
Paulina Adamczak
sobota, 6 lutego 2010, 22:02

Pan Krzysztof mówi tutaj głównie o tej drugiej stronie Afganistanu, to go pociąga, i jak sądzę-to właśnie to jest powodem tego, że mówi, iż prawdopodobny jest powrót...a co na to jego rodzina-to chyba wiedzą tylko jego bliscy, i to ich należałoby zapytać, nie ma co w tym miejscu gdybać i rozprawiać o tym, co myślą, czują, bo tego nie wiemy...
A tak ogólnie-wątpię, żeby taka decyzja była podejmowana bez wzięcia pod uwagę wszystkich "za" i "przeciw", więc myślę, że śmierć, jej prawdopodobieństwo, również pojawiły się w tych rozmowach...widocznie "ten narkotyk" jest silniejszy...
tylko ciekawe co na to rodzina jak czyta ze chetnie by tam wrocil?! poza tym by jego marzenie nie okazało sie zyczeniem smierci, to dopiero bylby cios dla rodziny

Pewnie jakieś powody ma-pewnie są to względy finansowe-sam o tym mówi, i brawo za odwagę, bo nie każdy byłby/jest na tyle otwarty, by wprost mówić o tym, że to pieniądze decydują o tym, że jedzie się na misję, że ryzykuje się życie...ale pewnie robi też to dla rodziny...
Dobrze, że porusza się takie tematy, że przedstawia się pewne sprawy "z tej drugiej strony"...teraz ten kraj jest bliższy prostemu, zwyczajnemu człowiekowi, który niekoniecznie ma ochotę wciąż i wciąż słyszeć o wojnie, o konflikcie...ukazuje to, że nawet kraj pochłonięty, ogarnięty wojną może być piękny, tajemniczy do tego stopnia, że chce się tam wrócić, że może być najpiękniejszym miejscem, by umrzeć...
teskni niby za rodzina a chce leciec do afganistanu znowu pewnie jakies powody ma.... zonka kase ma wiec siedzi cicho:D

Cóż, Afganistan ma pewnie dwie twarze - tę, którą widzą cywile tacy jak Pan Krzysztof, ale pewnie też i taką widzianą oczami żołnierzy, którzy kilkakrotnie użyli broni na akcjach. Nie mniej jednak misja jest trudna. To spotkanie się z odmienną rzeczywistością, kulturą i warunkami musi wyciskać jakieś piętno. Podziwiam wszystkich uczestników misji, którzy nie boją się w niej uczestniczyć, że są gotowi się stawić i polecieć tam. Choć o słuszności tej misji można by długo dyskutować, tak bez względu czy jest słuszna czy nie, trzeba doceniać tych, którzy biorą w niej udział. A cóż, widok z drugiego zdjęcia jest na prawdę piękny na te góry. Miejmy nadzieję, że wojna tam się skończy i wreszcie będzie można jeździć tam bez żadnych obaw o porwanie i inne niebezpieczeństwa.
A rozmowa bardzo ciekawa, pokazuje jaki też jest Afganistan. Zawsze trzeba patrzeć na różne okoliczności i potrzebne są takie artykuły, które pokażą, że Afganistan nie jest i wyłącznie miejscem jakieś "rzeźni" jak to niektórzy sugerują.

Aby skomentować musisz być zalogowany. Nie masz jeszcze konta? Załóż je teraz - rejestracja.
