REKLAMA

Autor: Maciej „Gruda” Grudziński

Skończyłem wczoraj pierwszą paczkę papierosów, zielonych mentolowych cienkich Marlboro. Jestem chyba nałogowym epizodycznym palaczem, a ową paczkę zakupiłem drugiego grudnia pod wpływem silnego stresu albo nagłego ataku dekadencji. Co mną powodowało? Nie mam pewności. Być może przeczucie, wewnetrzny strach, obawa przed niewiadomą przyszłością. Być może owa przyszłość tak nagle zapukała do mnie i kazała mi w formie tej nikotynowej trucizny doświadczyć życia jeszcze bardziej, mocniej.. mniej zdrowo niż dotychczas? A może dekadencja, sentymentalizm i poczucie nieuchronnej katastrofy towarzyszą ludzkości od zawsze i ujawniają się co kilkadziesiąt lat, przybierając postać czarnej zarazy, ptasiej maski śmierci, zwyczajnej paniki… Być może to wzbudzony naturalny niepokój…

Powiem więc, że w roku od narodzenia Pana naszego, Jezusa Chrystusa, tysiąc trzysta czterdziestym ósmym, w sławnym mieście Florencji, klejnot miast włoskich stanowiącym, wybuchła zaraza morowa, sprowadzona wpływem ciał niebieskich albo też słusznie przez Boga zesłana dla ukarania grzechów naszych. Mór zaczął się na kilka lat przedtem na Wschodzie i spowodował tam wielkie spustoszenie. Powoli, z miejsca na miejsce się przenosząc, zaraza do krajów zachodnich dotarła. Zapobieżenia ludzkie na nic się wobec niej zdały. Nie pomogło oczyszczenie miast przez ludzi do tego najętych, zakaz wprowadzania chorych do grodu, różne przestrzeżenia, co czynić należy, aby zdrowie zachować, ani też pokorne modlitwy, procesje i wszelkie pobożne dzieła.” – pisze Giovanni Boccaccio w Dekameronie w 1350r. Książkę wydano drukiem w 1470r., a w 1559r. opis codziennego życia mieszkańców renesansowej Florencji, z ich miłosnymi przygodami przede wszystkim, znalazł się na szacownym Indeksie Ksiąg Zakazanych. Siedem kobiet i trzech mężczyzn snuło opowieść w trakcie przymusowej kwarantanny, w trakcie szalejącej w mieście dżumy. Opowiadali o wszystkim. Niczego się nie wstydzili. Nic nie ukrywali. Nie koloryzowali. Chcieli zapomnieć o śmierci.

Nie była to pierwsza książka opisująca swobodę obyczajów europejczyków (romanse, małżeństwa, skandale), ani pierwsza opisująca rozpasane i frywolne życie duchowieństwa. Nie była to również pierwsza i ostatnia epidemia Europy i świata, która stała się pretekstem i tłem do opisania ciekawych z punktu widzenia autora wydarzeń. Tekst ten stał się jednak pierwszym i wzorcowym ze względu na stworzenie modelu (w ramach stu opowiadanych na wzór Baśni tysiąca i jednej nocy) nowel. Posłużył do stworzenia tzw. teorii sokoła, która wyjaśnia budowę modelowej noweli – z akcją skupioną na tytułowym motywie powtarzającym się w ramach historii, a także wynikającym z opowieści morałem. Tak więc, nie ulega wątpliwości, że czarna śmierć tchnęła nowe życie w rozkładające się ciało średniowiecznej literatury, przynosząc po Boskiej komedii Dantego (niejako zamykającej w wielkim stylu średniowiecze w literaturze), Dekameron Boccaccia opisujący człowieka. Oczywiście, że są tu nawiązania i symbolika religijna – 7 kobiet jak siedem dni tygodnia; 3 mężczyzn jak Trójca Św.; 14 dni (2 x 7 dni) opowiadania, bo Bóg stworzył swiat w siedem dni; co jest po prostu zabiegiem czysto formalnym, aczkolwiek nieudanym z punktu widzenia póżniejszych losów powieści.

„Ilekroć, miłe damy, pomyślę o wrodzonym wam współczuciu, zaraz wystawiam sobie, że dzieło niniejsze będzie miało dla was smutny i przykry początek. Zaczyna sie ono bowiem od wspomnienia morowej zarazy, strasznej i żałosnej dla każdego, kto był jej świadkiem albo też jakimkolwiek sposobem o niej uznał. Nie chciałbym jednak, abyście przeraziły się, nim czytać poczniecie, i pomyślały, że przez cały czas czytania płakać i wzdychać będziecie. Niechajże ów smutny początek będzie dla was tym samym, czym dla wędrowców stroma i spadzista góra, za którą skrywa się miła i piękna równina. Im trudniejsze było wejście i zejście, tym słodsze jest póżniej odetchnienie.” – poucza 670 lat temu autor! Bohaterowie Dekameronu powrócili po dwóch tygodniach do swoich domów, a włoski autor nie wyjaśnia nam ich dalszych losów. Wiemy natomiast, że pamięć o zarazie i ptasich lekarskich maskach przetrwała wieki (same maski i czarne stroje możemy oglądać w niemieckich i włoskich muzeach), a w kolejnych wiekach systematycznie nawiedzały Europę kolejne i kolejne plagi. Maski nawiązują do Boskiej komedii Dantego, do jego piekielnych kręgów i do wyobrażenia śmierci i piekła, które za jego sprawą trwa w kulturze do wieku XXI! Ostatnia wielka pandemia wystąpiła na naszym globie sto lat temu i nazwaną ją hiszpanką. Statystycznie pociągnęła za sobą 1/3 zarażonej populacji i uśmierciła 21 – 50 mln istnień. W jej wyniku prawdopodobnie zginęła duża część żołnierzy walczących na frontach I wojny światowe i wojny polsko – bolszewickiej, a same działania wojenne uniemożliwiają dokładną analizę wszystkich ofiar wirusa.

Włoski wenecki karnawał przechował nie tylko pamięć o renesansowych i póżniejszych strojach z epoki. Jest symboliczną testamentem całej włoskiej kultury, renesansu i oświecenia. Przywołuje Florencję, Imperium Wenecji, Dynastię Medyceuszy, Wawrzyńca Wspaniałego, Leonarda, Michała Anioła, Boticellego i Caravaggia. Jest afirmacją życia wyrosłą na zgliszczach zarazy i śmierci. Nie należy o tym zapomnieć. Czy nie jest to spełnienie prośby autora Dekameronu? Z książkowych i filmowych pozycji godne polecenia jest znane fanom gatunku Inferno Dana Browna, w którym czytamy i widzimy współczesną realizację dantejskiej zarazy w konotacji terrorystycznej.

Papierosy zabijają rok rocznie setki milionów ludzi na całym świecie. O wiele więcej niż wszelkie dotychczasowe pandemie! Papierosy powodują nowotwory i choroby serca. Znany był nawet przypadek Brytyjczyka, który zażyczył sobie w testamencie umieszczenie na jego trumnie ogromnego plakatu stwierdzającego, że to właśnie palenie go zabiło (na wzór tekstów umieszczanych na paczkach papierosów – Palenie powoduje raka i choroby serca!). Jego życzenie zostało spełnione po jego śmierci, a pogrzeb stał się manifestacją walki z nałogiem nikotynowym. We Francji, która jest najbardziej uzależnionym tytoniowo krajem Europy, wprowadzono drakońskie podwyżki cen papierosów. Obecnie trzeba za nie zapłacić już 10 euro, a kolejna systematyczna półroczna podwyżka spowoduje wzrost cen do 10,5 euro. Tak w nieskończoność, dopóki Francuzi nie przestaną palić lub doputy utrzyma się obecny rząd. Francuskie palenie ma jednak nielogiczne konotacje kulturowe i artystyczne. Przez wieki tytoń był przymiotem artystycznej bohemy, a papieros i dobry Absynt symbolizowały dekadencki sprzeciw wobec rzeczywistości. Nie dziwi zatem, że mieszkańcom Paryża trudno jest rozstać się codziennym papierosem, jako dodatkiem do rogalika, kawy i gazety. Analizując to stwierdzam, że wypalenie przez 89 dni 20 mentolowych daje średnią na poziomie 1 papierosa co 4,45 dnia…. 🙂 O wiele za dużo, nawet w ramach przypadkowego pseudoeksperymentu. Na szczęście nie zauważyłem przy jego okazji negatywnych skutków w postaci zmniejszenia biegowej wydolności. Czy moje palenie, nieudolny bunt, mógł być podświadomym dryfem w stronę francuskiej bohemy? 🙂 Oby skutecznym artystycznie.