REKLAMA

Piątego maja doszło do wyborów lokalnych w Wielkiej Brytanii. Te miały odpowiedzieć
m.in na pytanie kto będzie rządził na najniższych szczeblach w Zjednoczonym Królestwie.
Jednak znacznie ważniejszą kwestią, było osłabienie lub umocnienie siły politycznej
konserwatywnego premiera.

Wygrana Laburzystów
Lewica pod przewodnictwem Keira Starmera zdołała odsunąć od siebie nieprzyjemną
legendę antysemitów i sojuszników Rosji, którą jako schedę zostawił po sobie Jimmy Corbyn.
Corbyn to zwolennik wyjścia z NATO i bardzo daleko idących socjalistycznych pomysłów, był
też widziany na grobach aktywistów palestyńskich, spośród których część była zaangażowana
w zamach na izraelskich sportowców w 1972 roku w Monachium. Jego podejście szokowało
Brytyjczyków i mimo nieszczególnego poparcia dla konserwatystów, ci ostatni mogli czuć się
dość bezpiecznie z takim przewodniczącym opozycji.
Zmiana na Starmera zmieniła Partię Pracy i jej wizerunek. Zdobyli oni o 240 mandatów*
więcej niż w poprzednich wyborach (w sumie 3030).

Świetny wynik liberałów
Zwycięstwo lewicy, zostało poniekąd przykryte przez nadspodziewanie dobry wynik partii
liberalnej. Lewica uzyskała o ponad 8% więcej mandatów niż w poprzednich wyborach.
Liberałowie poprawili swój stan posiadania o około 27%. Ich liczba mandatów wynosiła
wcześniej 679, a teraz ten stan poprawił się o aż 188 i wynosi 867 mandatów. To
zdecydowanie wzmacnia Liberalnych Demokratów przed przyszłymi rozmowami dotyczącymi
wystawienia kandydatów opozycji w wyborach parlamentarnych w danych regionach w 2024
roku.

Jednomandatowy system wyborczy
Przypomnijmy, że w Wielkiej Brytanii obowiązują JOW-y i teoretyczna możliwość oddawania
głosu na daną partię, nie oznacza, że otrzyma ona podobny stosunek mandatów do procenta
poparcia przez brytyjskie społeczeństwo. Tym samym wymusza to na danej opozycji,
rozmowy między sobą i brak wystawiania kandydatów w części regionów, by nie zwiększać
szans rządzących, na uzyskanie mandatu poprzez rozbicie głosów opozycji między kilku
kandydatów (podobnie jak ma to miejsce w wyborach do polskiego senatu).

Niepewna przyszłość Johnsona
Spadek z 1748 mandatów na 1347 (-401) to klęska Torysów. Niezależnie od tego jak Boris
Johnson będzie próbował przedstawić ten wynik, społeczeństwo brytyjskie pokazało mu
żółtą kartkę, dość mocno przechodzącą w pomarańczowy kolor i sugerujący czerwoną
barwę. Kolejne afery, w tym przyłapanie samego premiera na kłamstwie dotyczącym imprez
podczas obowiązywania lockdownu, wzburzyło brytyjską opinię publiczną. Rosnące ceny
również nie pomagają mu w tej sytuacji.
Przed wojną Rosji w Ukrainie, coraz mocniej podnosiły się głosy o odwołaniu Johnsona ze
stanowiska. Z uwagi na ten konflikt, część posłów odłożyła sprawy krajowe na później.
Wydaje się, że to „później” może właśnie nadchodzić.

*wszystkie dane dotyczące mandatów za The Guardian

Michał Waliszewski