REKLAMA

Autor: Michał Waliszewski

Dziś w sejmie odbyły się głosowania dotyczące ustawy zmieniającej sposób wyboru prezydenta. Teoretycznie, PiS tym samym dopiął swego i może przeprowadzić wybory korespondencyjne już w najbliższą niedzielę. 

Z dotychczasowych przecieków, które publikują kolejne media i użytkownicy twittera, klaruje nam się nowy obraz sytuacji. Sytuacji, która zmienia się jednak nie z uwagi na samo głosowanie, a z racji wczorajszego spotkania Jarosława Kaczyńskiego z Jarosławem Gowinem. Obaj szefowie swoich partii, uzgodnili wspólne stanowisko w sprawie nadchodzących wyborów, będące czymś oddzielnym od dzisiejszych głosowań w sejmie. 

Wedle tego co wiemy na ten moment, Gowin ugrał u Kaczyńskiego przesunięcie wyborów na lipiec. Tłumaczenie tej sytuacji widzimy w ich oświadczeniu, w którym stwierdzają, że z uwagi na brak kooperacji opozycji z władzą, nie ma jak wprowadzić w życie dziś przegłosowanej ustawy. Czego w oświadczeniu nie ma, to sposób wyjścia z sytuacji, a tym ma być przesunięcie wyborów na lipiec/sierpień. Technicznie miałoby to wyglądać tak, że Sąd Najwyższy uzna brak przeprowadzenia wyborów jako powód do uznania ich za nieważne, następnie marszałek sejmu rozpisze kolejne wybory i po odpowiednim okresie dojdzie do nich w lipcu lub sierpniu. Teoretycznie, wciąż w drodze korespondencyjnej. 

Sprawiedliwość…

Pytaniem, które powinniśmy sobie stawiać, nie jest tym razem to, czy wybory powinny być wtedy przeprowadzane w ten lub inny sposób. Pytaniem, które ZAWSZE powinniśmy sobie jako obywatele zadawać, jest: „Czy władza miała prawo postąpić w ten sposób i czy ustawy przewidziały taką sytuację?”

Jeżeli machamy ręką na prawo, bo sytuacja jest trudna, to zachęcamy rządzących by po prostu znaleźli wytłumaczenie dla swoich działań. Takie wytłumaczenie, oceniali by tylko oni sami. Sytuacja, w której to rządzący stwierdzają kiedy trzeba, a kiedy nie trzeba przestrzegać prawa, oznacza brak praworządności. Nie jej naruszenie, ale jej kompletny brak. Zamiast ustaw, konstytucji i wyroków sądów i trybunałów (w tym międzynarodowych), prawo stanowiłby najsilniejszy z polityków będących u władzy. Ten, który jest w stanie narzucić innym swoje zdanie. W takiej sytuacji nie ma też mowy o demokracji, bo brak kontroli prawnej nad rządzącymi, jest jej niezbywalną cechą. Sam proces możliwości oddawania głosu nie przesądza o istnieniu demokracji nowożytnej. W Rosji oddaje się głosy, a nie można tego systemu sklasyfikować inaczej, niźli jako autorytarny. Wolne wybory nie oznaczają tylko samego procesu oddania głosu, ale także prawo będące ponad wszystkimi podmiotami politycznymi, wolną i nieskrępowaną zakazami epidemicznymi kampanię wyborczą, czy kontrolę niezależnych od rządu instytucji nad całym procesem. Jeśli którykolwiek podmiot polityczny, partia, osoba, czy klub parlamentarny łamią prawo, to realnie nie mogą w ogóle brać udziału w wyborach. Na tej zasadzie, ani Łukaszenka w Białorusi, ani Putin w Rosji, ani Maduro w Wenezueli, nigdy już nie powinni móc kandydować na żadne stanowisko państwowe. 

…i prawo

Poza podstawą teoretyczną, dającą legitymizację władzy, jest jeszcze kwestia suchej litery prawa. I tu właśnie odpowiadamy na pytanie postawione w tytule artykułu: czy można zmienić termin wyborów? Krótka odpowiedź brzmi: tak, jeśli wprowadzi się stan klęski żywiołowej i zgodnie z konstytucją przeprowadzi się wybory 90 dni po jego odwołaniu. 

Inna możliwość w naszym przypadku nie istnieje. Jeśli władza postąpi tak, jak donoszą plotki o których piszemy wyżej, to wynika z tego seria problemów prawnych. 

1.Skąd Gowin i Kaczyński wiedzą co zrobi nowy, mianowany już przez Dudę p.o. prezesa Sądu Najwyższego Kamil Zaradkiewicz? Jeśli Zaradkiewicz postąpi tak jak piszemy, to można podważyć jego niezależność sędziowską i tym samym przestać uznawać tak jego działania, jak i samą decyzję. Sytuacja zależności takich instytucji od władzy centralnej, podważa trójpodział władzy i nie pozwalałaby uznawać kraju za praworządny. 

2.Skoro SN uzna, że wybory nie zostały przeprowadzone zgodnie z konstytucją i ustawami, to znaczy, że ktoś zawinił, ponieważ konstytucja przewiduje możiwość zaistnienia takich problemów z ich przeprowadzeniem jak epidemia. To oznacza, że musiałby istnieć winny niedopełnienia obowiązków konstytucyjnych. Artykuły 231. i 232. konstytucji mówią jasno:

„Rozporządzenie o wprowadzeniu stanu wojennego lub wyjątkowego Prezydent Rzeczypospolitej przedstawia Sejmowi w ciągu 48 godzin od podpisania rozporządzenia. Sejm niezwłocznie rozpatruje rozporządzenie Prezydenta Rzeczypospolitej. Sejm może je uchylić bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów.”

„W celu zapobieżenia skutkom katastrof naturalnych lub awarii technicznych noszących znamiona klęski żywiołowej oraz w celu ich usunięcia Rada Ministrów może wprowadzić na czas oznaczony, nie dłuższy niż 30 dni, stan klęski żywiołowej na części albo na całym terytorium państwa. Przedłużenie tego stanu może nastąpić za zgodą Sejmu.”

Czyli odpowiedzialność za brak przeprowadzenia wyborów we właściwym terminie, leży wprost na prezydencie i rządzie, którzy nie podjęli odpowiednich działań. Zakładając, że Andrzej Duda będzie ubiegał się o reelekcję w lipcu, to będzie jednocześnie kandydatem, który nie powinien móc brać udziału w wyborach, ponieważ pozwolił na brak ich przeprowadzenia we właściwym terminie. Wedle obecnych ustaw, PKW nie przeprowadza wyborów, więc to rząd Zjednoczonej Prawicy jest kolejnym organem, który trzeba by postawić w stan oskarżenia. 

3.Wybory w lipcu mają się odbyć na podstawie nowej ustawy, która przywróci przynajmniej część uprawnień PKW. Tyle, że tak naprawdę nie mogą się odbyć ani na podstawie tej ustawy, ani żadnej innej przyjętej w tym roku, z uwagi na wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 2006 roku, który mówi że:

„Tym bardziej niezbędne jest więc w tym miejscu podkreślenie, że konieczność zachowania co najmniej sześciomiesięcznego terminu od wejścia w życie istotnych zmian w prawie wyborczym do pierwszej czynności kalendarza wyborczego jest nieusuwalnym co do zasady normatywnym składnikiem treści art. 2 Konstytucji.”.

To oznacza, że żadne ustawy nie mogą zmieniać prawa wyborczego co do nadchodzących wyborów i każde ich zastosowanie, oznacza brak ważności wyborów. 

Tym samym, mamy dwie zgodne z prawem możliwości: przeprowadzenie wyborów w niedzielę 10-ego maja, zgodnie z ustawami sprzed 2020 roku lub wprowadzenie stanu klęski żywiołowej, który musiałby trwać przynajmniej 3 miesiące (3 miesiące stanu klęski + 3 miesiące okresu oczekiwania na wybory po jego odwołaniu), żeby jakakolwiek ustawa mogła zmieniać prawo wyborcze i pozostawić wybory w mocy. Każde inne rozwiązanie, powoduje uznanie odpowiednich osób zajmujących najwyższe stanowiska w państwie, za winne złamania konstytucji, a same wybory za niebyłe. 

Tego oczywiście nikt z rządzących nie przyzna, ponieważ chcą oni doprowadzić do sytuacji, gdzie oni i tylko oni, uznają jakie prawo należy stosować.