REKLAMA

Autor: Maciej Grudziński

To, co dzieje się ze współczesnym światem, niektórych przeraża, inni nie zwracają na to uwagi skupiając się na codziennych sprawach i zapewnieniu najbliższym podstawowych potrzeb. Ocena bieżących wydarzeń musi zostać odłożona w czasie, bowiem nikt nie może być sędzią we własnej sprawie i żaden historyk ani politolog nie ma obiektywnego prawa wypowiedać się krytycznie o swojej współczesności. Jest jednak sposób na skontrolowanie obecnej rzeczywistości, a tym sposobem jest cofnięcie się o kilkanaście lat i przyjrzenie się przewidywaniom politologów na XXI w. Najważniejszym akademickim sporem politologicznym jest polemika Francisa Fukuyamy i Samuela Huntingtona – Koniec historii? czy Zderzenie cywilizacji?

Tak, macie rację… możecie w tym miejscu już dalej nie czytać, jeśli nie lubicie takich akademickich dyskusji, bo ten tekst taką właśnie dyskusją będzie! 🙂

Jeśli jednak zaciekawiło Was, czy nastąpił właściwy Koniec Historii i czy rzeczywiście czeka nas Zderzenie Cywilizacji, to postaram się przybliżyć ten temat. Wszystko zaczęło się od amerykańskiego neokonserwatysty japońskiego pochodzenia Francisa Fukuyamy. Stwierdził on w słynnym już dziś eseju z 1989 r., że obserwując upadek komunizmu i realny triumf demokracji w Europie Środkowej i Wschodniej, należałoby stwierdzić, przywołując niemieckiego filozofa Georga Friedricha Hegla, że nastąpił prawdziwy koniec historii. Tak! Pisałem, że nie można krytycznie obiektywnie pisać o własnych czasach i być może Fukuyama popełnił akademicki błąd celowo lub nieświadomie, ale faktem jest, że jego Koniec historii? był zalążkiem toczącej się do dziś dyskusji o triumfie demokracji nad innymi ustrojami państwowymi. Oczywiście, już Arystoteles zajmował się badaniem wszystkich dostępnych mu ustrojów politycznych i stwierdził, że demokracja jest najgorszym z możliwych. Fukuyama zauważył, że skoro komunistyczna rewolucja zapoczątkowana w Rosji w 1917 r. ostatecznie nie powiodła się i wielki projekt pod nazwą ZSRR zakończył się upadkiem społecznym i gospodarczym Imperium Zła, a ostatecznie po raz kolejny wygrała demokracja, to historia zatoczyła koło i się skończyła! Historia ustrojów oczywiście.

Koniec historii oznacza tak naprawdę neokonserwatywne przekonanie o wyższości i zwycięstwie liberalnej demokracji i wolnorynkowej gospodarki, które to doprowadziły najwięcej państw do powszechnego dobrobytu, wolności obywatelskiej i równości wobec praw. Tak, Fukuyama naprawdę wierzył, że receptą na wszystko i idealnym modelem jest doprowadzenie za każdym razem do demokracji za wszelką cenę i wprowadzenia siłą gospodarki wolnorynkowej wzrorem Wolnego wyboru Miltona Friedmana. Czy coś Wam to przypomina? Czy pamiętacie wojnę w Afganistanie i Iraku, gdzie pod prawdziwym oczywiście pretekstem walki z terroryzmem postanowiono przy okazji załatwił dla Stanów Zjednoczonych starą sprawę Saddama Husajna i wreszcie odebrać mu za karę pola naftowe, mszcząc się za Pustynną burzę (którą rozpętał Bush senior, a skończył Bush junior!). Czy w takim razie wprowadzanie demokracji na siłę różni się czymś od wprowadzania na siłę komunizmu w myśl starej zasady powszechnej rewolucji? Oczywiście Fukuyama zauważył to dość szybko i pomimo początkowego wsparcia, jakiego udzielił administracji Busha, to jednak po latach stwierdził pragmatycznie, że neokonserwatyzm w amerykańskiej formie na Bliskim Wschodzie nie różni się niczym od komunizmu rewolucyjnego! Być może, ze względu na swoje kontrowersyjne poglądy, jest on najczęściej komentowanym i krytykowanym politologiem na świecie, ale chwała mu za to, że w ogóle rozpoczął jakąkolwiek dyskusję. Swoje poglądy rozwinął kilka lat póżniej w książce Koniec historii i ostatni człowiek, którą serdecznie polecam wszystkim zainteresowanym podstawami politologii.

Najbardziej znanym krytykiem koncepcji końca historii stał się Samuel Huntington, kóry w 1993 r. opublikował krytyczny w stosunku do Fukuyamy tekst o Zderzeniu cywilizacji. Jego zdaniem to nie liberalna demokracja i wolny rynek są receptą na szczęśliwość Narodów, dlatego, że model ten można zastosować tylko w odniesieniu do grupy krajów cywilizacji zachodniej. Koniec historii nie zakłada istnienia innych cywilizacji, w których – z racji na historyczną przeszłość i polityczną tradycję (lub jej brak) – nie sprawdzi się demokracja i wolny rynek. Huntington uważał, że po upadku komunizmu i zakończeniu zimnej wojny polaryzującej świat na dwie główne osie, przyszłość należeć będzie do rosnących w siłę niezależnych cywilizacji, ich wzajemnych interakcji i miejscami zderzenia powodującego konflikty. Wyróżnił następujące cywilizacje: zachodnią; prawosławną; latyno-amerykańską; islamską; afrykańską; hinduistyczną; buddyjską; chińską i japońską. Podstawowym założeniem Huntingtona było przekonanie, że do konfliktów będzie dochodziło nie między państwami, a między cywilizacjami, zaś żródłami konfliktów są różnice kulturowe wynikające z podziałów religijnych.

Czy nie miał racji? Czy wojna w Afganistanie i Iraku nie wybuchła tak naprawdę pomiędzy cywilizacją islamską a zachodnią? Czy cała wojna z terroryzmem nie jest właśnie wojną cywilizacji? Czy masowe migracje i kryzys związany z uchodżcami w Europie nie jest przejawem zderzenia cywilizacji zachodniej z afrykańską i islamską? Czy konflikt z Rosją i brak pomysłu na jej powstrzymanie nie jest najlepszym przykładem zderzenia z kolei z cywilizacją prawosławną, a dominacja chińskiej gospodarki i brak zrozumienia w wielu częściach świata chińskiego modelu społecznego i gospodarczego zderzeniem z cywilizacją chińską?

Oczywiście ciężko przyznać rację w stu procentach Fukuyamie lub Huntingtonowi, bo zarówno jeden, jak i drugi ma swoich zwolenników i przeciwników. Ich prace były wielokrotnie uzupełniane i krytykowane, doczekały się również wielu uzupełnień i uaktualnień. Oczywiste jest również to, że być może w dobie pandemii te poglądy należałoby uzupełnić o zagadnienia globalizacji, ale również antyglobalizmu i alterglobalizmu. To jednak temat na kolejny miniwykład z politologii, na którym potaram się przybliżyć postać ikony alterglobalistów czyli Naomi Klein, a także omówić fenomen wszelkich ruchów protestu i sprzeciwu takich jak: Anonymous, #MeToo, Occupy Wall Street, Pomarańczowej Rewolucji, kryzysu uchodżców i Żółtych Kamizelek we Francji.


Zdjęcia pochodzą ze strony pexels.com